Kochanie siebie, a stawianie sobie granic

wpis w: Uncategorized | 0

 

Kochać siebie to być dla siebie dobrą. Ale jak być dla siebie dobrą w mądry sposób?

 

Czasem wydaje się, że być dla siebie dobrą, to pozwalać sobie na różne rzeczy, na które nie pozwalałyśmy sobie wcześniej. Na przykład na spanie do południa, picie codziennie wieczorem lampki wina lub dwóch, kupienie sobie tych ekstra ciuchów, nawet kosztem nadwyrężenia swojego budżetu. Myślimy sobie na przykład, że tyle czasu sobie czegoś odmawiałam, albo tak ciężko pracowałam, że teraz zasługuję przecież na to, co mi poprawi humor, pozwoli odpocząć i dać sobie chwilę przyjemności…Jeśli znasz takie myśli z własnego doświadczenia, to pewnie zastanawiasz się, gdzie jest granica między byciem dla siebie dobrą, a odpowiedzialnością? No bo przecież, w ostatecznym rozrachunku, picie codziennie lampki winka i podjadanie czekoladki kończy się nadwagą, a robienie sobie dziury budżetowej prowadzi do stresu.

 

Jak odnaleźć granicę między przyjemnością, a odroczoną gratyfikacją? Obie są przecież tak samo potrzebne!

 

Sytuację na pewno rozjaśni to. Wyobraź sobie że masz dwoje rodziców. Jeden wciąż cię krytykuje, ocenia, poucza, zabrania zjeść nawet lizaka, każe ci wygrywać olimpiady i wozi na dziesiątki dodatkowych zajęć. Drugi pozwala ci na wszystko i właściwie się nie angażuje, bo uważa, że każda ingerencja jest kontrolą i niszczeniem autonomii małego człowieka. Tych dwoje rodziców wciąż gra z tobą w złego policjanta i dobrego wujcia. Zły policjant  najpierw wszystkiego zabrania, a potem dobry wujcio na wszystko pozwala. Znane?

 

To samo dzieje się w nas wewnętrznie, kiedy nie kochamy siebie. Miłość objawia się poprzez decyzje i działania podejmowane dla najwyższego dobra kochanej osoby. A tymczasem ani zły policjant, ani dobry wujcio w ogóle nie działają dla najwyższego dobra dziecka. Podobnie ty nie działasz dla swojego najwyższego dobra, ani kiedy siebie kontrolujesz i krytykujesz, ani kiedy sobie folgujesz. W pierwszej sytuacji twój wewnętrzny dorosły wprowadza system władzy totalitarnej, ale w drugim przypadku dorosły kompletnie abdykuje i udaje się z koleżankami na shopping oraz kawę.

 

Typ pierwszy jest dużo łatwiejszy do rozpoznania, jako bardzo bolesny wewnętrzny krytyczny głos. Kiedy się na przykład czegoś przestraszysz, ten głos powie Ci „bierz się w garść, nie rozmazuj się!”. Kiedy znajdziesz się w konflikcie, ten głos stwierdzi „ty się nie liczysz, dostosuj się, nie bądź taką egoistką”. A kiedy popełnisz błąd, zaraz usłyszysz „ty kretynko, no jak mogłaś!”. Jest to na tyle uciążliwe, że łatwo sobie zdać sprawę z tego, kiedy nasz wewnętrzny dorosły staje się okrutny i autorytatywny.

 

Trudniej jednak zdać sobie sprawę, kiedy nasz wewnętrzny dorosły znika, kiedy go po prostu nie ma! Na przykład, na trudne wewnętrzne emocje taki dorosły odpowie „no ale się zdenerwowałaś, biedna jesteś, zjedz sobie ciastko, napij się winka”. Kiedy popełnisz błąd, ten głos stwierdzi „to nie ważne, nie ma się czym przejmować”.  A kiedy będziesz w konflikcie, uzna, że masz pełne prawo okazywać swoją złość. W tych wszystkich sytuacjach wydaje się, że przecież dorosły jest, nawet jakoś tam pociesza, ale powiedz, czy to jest postawa obecności wobec problemu, czy uciekania od niego? Dlatego w tym wpisie chcę skupić się na drugim przypadku, tzw. przyzwalającego dorosłego,  bo nie jest on aż taki oczywisty.

 

Po czym poznać nieobecnego, przyzwalającego wewnętrznego dorosłego?

 

Nieobecny wewnętrzny dorosły objawia się na przykład:

  • Zanurzaniem się w litości nad sobą, zamartwianiem się, obsesyjnymi lub negatywnymi myślami.
  • Zwalaniem swoich negatywnych emocji na innych. Nie tylko takich jak użalanie się nad sobą i zamartwianie, ale również złość czy przemoc słowną. Pozwalanie sobie także, aby fizycznie kogoś atakować.
  • Kupowaniem rzeczy, na które nas nie stać, dawaniem drogich prezentów ponad swoje możliwości, płaceniem rachunków za wszystkich w restauracji, chociaż to powyżej własnego budżetu, dawaniem czy pożyczaniem pieniędzy, których nie mamy, płaceniem za kolejne warsztaty, kursy czy usługi w nadziei ze rozwiążą nasze problemy, impulsywnymi inwestycjami i hazardem.
  • Narażaniem się na niebezpieczeństwo przez zaniedbanie, np. nie zapinaniem pasów, prowadzeniem po alkoholu, jeżdżeniem na motorze bez kasku.
  • Prokrastynacją prowadzącą do stresu przez odsuwanie wszystkiego na ostatnią chwilę. Albo prokrastynacją prowadzącą do zauważalnych konsekwencji np. zaawansowanej choroby z powodu zaniedbania badań lub leczenia kanałowego z powodu odwlekania wizyty u dentysty.
  • Robieniem pożytecznych postanowień i ciągłym przesuwaniem realizacji na jutro.
  • Folgowaniem sobie poprzez: oglądanie TV, spanie, czytanie głupich powieści albo gazetek w większości wolnego czasu, zagracanie swojego mieszkania aż do stopnia zażenowania wobec ewentualnych gości.
  • Nie dbaniem o swoją wagę, ale również zaniedbywaniem estetyki swojego wyglądu, fryzury, ubioru itp.
  • I oczywiście niezdrowymi nawykami dietetycznymi, objadaniem się lub głodzeniem na przemian, jedzeniem byle czego, piciem regularnie alkoholu, paleniem, używkami itd.

 

Więc aby być dobrą dla siebie w mądry sposób, trzeba się postawić w roli swojego własnego opiekuna; kogoś bardzo kochającego, współczującego, i jednocześnie odpowiedzialnego; kogoś kto wie, że to on jest strażnikiem i protektorem powierzonej mu niezwykle cennej i delikatnej istoty, którą można porównać do pięknego i niewinnego dziecka. I wyobrazić sobie, że jako swój własny opiekun  masz jedną, jedyną misję:

 

Zawsze kierować się najwyższym dobrem powierzonego mi pod opiekę dziecka.

 

Zawsze pytać się siebie, czy to, co robię, będzie wspierać najwyższe dobro tej pięknej istoty jaką jestem? Co mogę dziś zrobić, aby to cenne, kochane i dobre dziecko było bezpieczne, zdrowe, pełne energii, szanowane, radosne i rozwijało się bez przeszkód? I mam nadzieje, że kiedy spojrzysz na siebie właśnie jak na to cudowne, niewinne dziecko, dużo łatwiej będzie Ci obudzić w sobie kochającego dorosłego oraz świadomość tego, którym swoim myślom, uczuciom i działaniom trzeba powiedzieć STOP.

 

Daj się zainspirować!

zapisując się na newsletter o miłości do siebie.

Tylko miłość własna w najlepszym wydaniu. Zero spamu.