Miłość i spełnione życie

Miłość i spełnione życie

wpis w: Uncategorized | 0

 

„Nie staraj się o własne zadowolenie wprost i bezpośrednio, najskuteczniej się o nie postarasz, jeśli oddasz się jakiejś sprawie, wartej umiłowania, wedle oceny Twojego własnego serca.” Tadeusz Kotarbiński

 

Miłość znaczy odpowiedzialność za siebie. To jest najważniejsza lekcja, jakiej uczy mnie życie na mojej drodze. Odkrywam też na niej zupełnie nowe znaczenie słowa „spełnienie”.  

 

Gdzieś w moim życiu – i myślę, że dotyczy to wielu ludzi – zaplątało się takie przekonanie, że jeśli robię coś, co kocham, to to powinno być łatwe. Jeśli weszłam już na tę drogę samorealizacji, to sprawy powinny się układać. A przynajmniej w miarę układać. W coachingu, w samorozwoju dużo się mówi o stanie bycia we flow, w przepływie. A także o szczęściu, które się staje naszym udziałem, kiedy robimy coś, co kochamy. I gdzieś jakoś pomiędzy tymi słowami wplątuje się też oczekiwanie, że szczęście i spełnienie są równoznaczne z łatwością i przyjemnością.

 

Jest też inna koncepcja mówiąca o tym, że kiedy realizujemy nasze talenty i powołanie, to świat nam pomaga, ponieważ wyrażamy plan naszej duszy, ponieważ służymy ludziom i życiu. To też ma sens,  ale i tutaj się wkrada cichaczem takie założenie, że jak życie mnie wspiera, to znaczy, że nie powinno być przeciwności losu. Więc kiedy przeciwności się pojawiają, pojawia się też zwątpienie, rozczarowanie, złość:  Dlaczego?? Co ja robię nie tak?! Dlaczego się nie udaje?! Dlaczego jest tak trudno?? Może to wcale nie jest moje powołanie?? I rzucamy. Odkładamy. Zniechęcamy się.

 

Tymczasem, starania nigdy nie są na marne, tylko często na efekty trzeba trochę poczekać. Wczoraj mądry profesor powiedział mi, że każda praca jest jak zasiewanie ziaren. I że często dopiero po wielu latach od zakończenia roku ze studentami, otrzymuje wiadomość: „Panie profesorze, 10 lat temu na pana wykładach nie bardzo rozumiałem, o co chodzi. Dopiero teraz wiem. Dziękuję.”

Spełnienie nie bierze się z natychmiastowych rezultatów. Spełnienie nie bierze się z odczucia chwilowej satysfakcji, bo dziś osiągnęłam swój cel. Spełnienie nie ma żadnego związku z doraźnymi rezultatami naszych działań. Spełnienie to poczucie zadowolenia na koniec każdego dnia, że dziś zrobiłam wszystko, co mogłam dla sprawy, którą kocham lub która jest ważna. Nawet jeśli w związku z tym planuję osiągnąć jakiś rezultat, to moje zaangażowanie w ten rezultat kończy się w momencie dokonania tego, co mogłam zrobić… I zamiast zmartwienia i chęci kontroli tego, co będzie, pojawia się zadowolenie i zmęczenie z dobrze spędzonego dnia. Oraz radość związana z tym, że się rozwijam…  

 

To podejście pojawia się we mnie razem z tym, jak uczę się brać odpowiedzialność za swoje uczucia, swoje myśli, swoje decyzje. Robię to, bo chcę kochać siebie i chcę być dla siebie jak najlepsza.

 

Jednocześnie, pojawia się we mnie nowe podejście do pracy. Przestaję działać, bo chcę osiągnąć jakiś rezultat, który sprawi, że poczuję się lepiej.  Zaczynam działać, bo kocham to, co robię i uznaję w swoim sercu za wartościowe. I wiem, że do mnie należy tylko praca i zaangażowanie, a ostateczny wynik należy do świata. To jest niesamowite uczucie wolności i odpowiedzialności. Odpowiedzialności za to, żeby angażować się, dawać, tworzyć i wzrastać w moich umiejętnościach. I wolności od tego, co z tego wynika.

 


Daj się zainspirować!

zapisując się na newsletter o miłości do siebie.

Tylko miłość własna w najlepszym wydaniu. Zero spamu.