O wolności od cierpienia

O wolności od cierpienia

wpis w: Uncategorized | 0

Pewna kobieta była bardzo, bardzo biedna. Biedna pod każdym możliwym względem. Miała niedobrego męża, dzieci żyły zajęte sobą, a ona nigdy nie mogła związać końca z końcem, chociaż pracowała od świtu do nocy. Ze zmartwienia i przepracowania rozchorowała się chronicznie. Tak ją bolało coraz większe cierpienie, że nie miała siły ani ochoty przebywać z ludźmi, więc nie miała żadnych przyjaciół.

 

Była bardzo nieszczęśliwa i samotna.   

 

Kiedy tylko otwierała rano oczy, mówiła do Boga: czy nie jestem dzielna, Boże? Czy nie jestem wyjątkowa? Mam tyle zmartwień, tyle problemów, tyle długów, takiego niedobrego męża, tyle chorób, ale radzę sobie. Sama tyle czasu niosę taki ciężki krzyż, nikogo nie obciążam swoją osobą, nikogo nie proszę o pomoc, nawet Ciebie. Zobacz, Boże, ile potrafię, chyba najwięcej ze wszystkich ludzi! Czy już zasłużyłam na Twoją uwagę? Czy już jestem wystarczająco dobra? Czy już mnie kochasz, Boże?

 

Bóg nic nie odpowiadał, tylko płakał.

 

Aż pewnego razu kobieta w chwili nagłego impulsu wyciągnęła do niego ręce i powiedziała: „Nie chcę dłużej cierpieć.  Teraz jestem gotowa uczyć się przez miłość. Proszę, prowadź mnie i naucz mnie radości.”

 

Wtedy boża łza spadła na jej serce. Otoczyła je wielką miłością, ciszą i pokojem. Kobieta usłyszała: „Już jesteś kochana. Cały czas jesteś kochana. To ja, Bóg, biję pokłony przed Tobą od dnia Twojego urodzenia. To ja, Bóg,  podziwiam Twoje piękno, adoruję Twoją mądrość i nieskończone dobro tak wielkie, jak moje własne. Już jesteś wyjątkowa. Cierpienie nie doda ci tego, co już masz!

 

Nagle kobieta zaczęła płakać... Płakać nad wspomnieniami, które jedno po drugim przypływały jak sceny w filmie. Płakała nad tą małą, samotną dziewczynką, która kiedyś zdobywała się na nadludzką siłę, aby być taka dzielna…Która szybko się nauczyła, że nikt się nią nie interesuje, chyba, że dokona czegoś nadzwyczajnego. I że tylko wtedy zasłuży na upragnione słowa „moja wyjątkowa córeczka, tak sobie świetnie radzi sama, kiedy mnie nie ma”. Płakała nad małym dzieckiem, które uwierzyło, że ma wartość tylko wtedy, gdy da z siebie wszystko.

 

Kiedy płacz w końcu minął, coś w kobiecie się zmieniło. Od tego dnia zaczęła zupełnie inaczej rozmawiać z Bogiem. Kiedy tylko otwierała rano oczy, mówiła: „Dziękuję Ci za moją nieskończoną mądrość, piękno i dobroć. Dziękuję Ci, Boże, za moją wspaniałość i wyjątkowość. Dziękuję Ci, że prowadzisz mnie dziś drogą miłości, którą masz dla mnie i drogą radości, którą dla mnie obmyśliłeś od chwili moich narodzin. Jestem boska, więc wiem, że dzisiejszy dzień już ma dla mnie wszystko, czego potrzebuję, chociaż jeszcze tego nie widzę. Dziękuje Boże, kocham Cię.”

 

Wtedy życie kobiety zaczęło się zmieniać.  W swoim sercu poczuła się kochana i bezpieczna, w swoim ciele poczuła jak w domu, a w życiu rozkwitła jak kolorowy, rajski ptak.

 

„Popatrzcie na ptaki na niebie: nie sieją, nie żną, nie gromadzą w magazynach, a wasz Ojciec niebieski je żywi. Czy wy nie więcej znaczycie niż one? Kto z was swoim staraniem jedną chwilę może dodać do swojego wieku? Dlaczego martwicie się o odzienie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ciężko ani nie przędą, a mówię wam, że nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był ubrany tak, jak jedna z nich.” 

 


Daj się zainspirować!

zapisując się na newsletter o miłości do siebie.

Tylko miłość własna w najlepszym wydaniu. Zero spamu.