Moja babcia poświęcała się. Moja mama poświęcała się. Ja poświęcałam się. A każda z nas robiła to na coraz bardziej wyszukane sposoby, bo wiadomo, ewolucja idzie do przodu! 

Każda z nas myślała, że jak tak bardzo się poświęcimy, zasłużymy, to ktoś przyjdzie i odpowie na niewyrażone uczucia, spełni niewypowiedziane potrzeby, dostrzeże nasze tęsknoty, radości i smutki. Ciężko pracowałyśmy, byłyśmy mądre, miłe i wyrozumiałe. Brałyśmy na siebie cudze obowiązki, dawałyśmy za dużo i bez sensu oraz opiekowałyśmy się całym światem. Byłyśmy nie do pokonania w promowaniu wszelkich nadużyć wobec siebie, zdejmowaniu oczekiwań i odpowiedzialności z innych oraz zatrzymywaniu ich w rozwoju. 

W ogóle byłyśmy nie do pokonania. Tak bardzo musiałyśmy udowadniać, że potrafimy wszystko, że zgubiłyśmy wrażliwość, bliskość, czułość i radosną niedoskonałość. Do przyjęcia czegokolwiek uprawniała nas tylko albo ciężka choroba albo wielka katastrofa. No więc wiadomo, chorobę, katastrofę albo biedę z nędzą raz na jakiś czas trzeba było sobie załatwić. Bo poza tym to własnych potrzeb nie posiadałyśmy, nawet ich nie czułyśmy, chyba, że po fakcie...

Z tego braku miłości do siebie wygnałyśmy też z naszego serca mężczyzn, a z nimi własną moc kobiecości. Aby być kochane, skazałyśmy również własne zdanie, sprzeciw i wszelkie zdrowe instynkty samoobrony. A żeby nie być potępione na wieki, zapomniałysmy o swojej seksualności, pożądaniu, pasji, wyzwolonej ekspresji, soczystych i jednoznaczynych pragnieniach i własnym, niezachwianym "chcę!", "nie chcę!"

To wszystko z nadzieją, że jeśli będziemy idealne, pojawi się ktoś, kto nas w końcu pokocha, zauważy, usłyszy, zaopiekuje się, wybawi.... 

Nikt taki się jednak nie pojawiał (no nie, uwierzycie?), a ja żyłam w ten sposób lojalnie i w poszanowaniu tradycji przodków, aż tu nagle .... stuknęła czterdziestka!

Czas.

Czas...

CZAS!!!
CZY JA MAM JESZCZE NA TO CZAS? 
CZY TY MASZ JESZCZE NA TO CZAS?
NIE? To chodź i stań się razem ze mną swoim własnym rycerzem i pierwszą damą swojego serca.

Nazywam się Agata Kuflewicz, i pomagam kobietom po prostu pokochać siebie oraz wyrażać tę miłosć swoim życiem i postępowaniem. A pracując z Wami sama uczę się miłości do siebie, bo to droga, która się nie kończy. I wszyscy na niej jesteśmy i uczniami, i nauczycielami. 

Z wykształcenia jestem sinologiem, czyli specjalistką od języka chińskiego. Początkowo przez 10 lat pracowałam w kilku organizacjach biznesowych, a uwieńczeniem mojej kariery korporacyjnej była praca w Szanghaju jako Senior Product Manager. W 2010 zajęłam się coachingiem i do dzisiaj mam za sobą kilkaset godzin pracy z klientkami i klientami oraz kilkadziesiąt zrealizowanych projektów szkoleniowych i warsztatów prowadzonych w Azji i Polsce. W latach w 2012 - 2015 byłam również wykładowczynią na międzynarodowych kursach coachingu ko-aktywnego w  szkole  The Coaches Training Institute. Ukończyłam studia na Wydziale Sinologii UW w stopniu magistra, podyplomowe studia z zarzadzania na SGH oraz wiele szkoleń z dziedziny coachingu: Agility Profile Certification (Warszawa, 2016), roczny program Feminine Power Mastery (online, 2015), Clean Coaching ( Warszawa, 2014), Co-Active Leadership (2011, Barcelona), Co-active Coaching Training (2011, Pekin), Advanced Corporate Coaching Training (2010, Shanghai), Corporate Coaching Training (2010, Shanghai), Cross Cultural Coaching Seminar (2010, Hong Kong). 

Od wielu lat jestem kobietą na ścieżce ku wzrastającej akceptacji swoich niedoskonałości i kobiecej pełni w czym pomagają mi własna przychoterapia, coaching i uczestnictwo w wielu warsztatach i kursach rozwoju osobistego.